Krótka odpowiedź: indaHash nie publikuje cennika, bo sprzedaje przede wszystkim przeprowadzoną kampanię, a nie licencję na narzędzie. Kwotę poznajesz w wycenie i zawiera ona budżet dla twórców oraz pracę zespołu, który dobiera profile, negocjuje i raportuje. Ten model opłaca się przy dużych, wielorynkowych kampaniach i wtedy, gdy nie masz kogo posadzić do obsługi twórców. Przy jednym rynku, budżecie do kilkudziesięciu tysięcy złotych i kilku kampaniach rocznie ta sama kwota kupuje wyraźnie więcej materiałów, gdy wysyłasz brief w kurowanym marketplace i płacisz tylko ceny współprac, bez marży pośrednika.
Dwa modele, dwa różne rachunki
Firma prowadzi dziś dwie linie. Pierwsza to kampanie prowadzone przez jej zespół: strategia, dobór twórców, negocjacje, produkcja, raport. Druga to platforma dla zespołów wewnętrznych, które chcą prowadzić kampanie same. Ta różnica ma konsekwencje dla twojego budżetu, bo w pierwszym wariancie płacisz za rezultat i za czyjeś godziny, a w drugim za dostęp i pracujesz sam.
Marketerzy mylą te dwa modele i potem porównują nieporównywalne kwoty. Dostęp do narzędzia kosztuje setki albo pojedyncze tysiące złotych miesięcznie. Przeprowadzona kampania kosztuje dziesiątki tysięcy, bo zawiera w sobie cały budżet mediowy i czyjąś pracę. Zdanie „platforma A jest tańsza od platformy B” bez tego rozróżnienia nic nie znaczy.
Sam podział nie jest niczym złym. Marka, która wchodzi jednocześnie na pięć rynków i nie ma w strukturze nikogo od influencerów, realnie oszczędza, kupując gotową obsługę. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten sam model sprzedaje się marce, która robi dwie kampanie rocznie na jednym rynku.
Dlaczego cennik nie stoi na stronie
Brak publicznego cennika nie jest sam w sobie podejrzany. Przy usłudze, w której zakres zmienia się między klientami, jedna liczba na stronie byłaby myląca. Ale dla kupującego oznacza to konkretny koszt: nie zaplanujesz pozycji w budżecie bez rozmowy handlowej, a rozmowa handlowa trwa tydzień albo dwa. Jeśli twój dział finansowy potrzebuje kwoty na jutro, to jest realna przeszkoda.
Ta sama zasada obowiązuje u większości graczy w segmencie agencyjnym. InfluTool, największe polskie narzędzie analityczne dla agencji, też nie podaje kwot i kieruje na demo. Rozpisaliśmy oba podejścia na stronie InfluTool alternatywa, razem z tabelą, która pokazuje, kto bierze prowizję od budżetu, a kto nie.
Praktyczna rada przed rozmową: przyjdź z policzonym budżetem i z miksem twórców, którego oczekujesz. Wtedy wycena jest odpowiedzią na twoje założenia, a nie propozycją, którą trudno z czymkolwiek porównać. Planer pod tekstem daje taki miks w minutę.
Rachunek dla 30 000 zł
Weźmy kampanię sprzedażową na Instagramie, kategoria beauty, budżet 30 000 zł, odbiorcy z Polski. Planer rozkłada to na ośmiu twórców: jednego średniego, trzech mikro i czterech nano, łącznie 16 do 24 materiałów i 106 tys. do 215 tys. szacowanego zasięgu, przy wykorzystaniu 29 400 zł budżetu.
| Wielkość konta | Ilu twórców | Stawka za materiał | Udział w budżecie |
|---|---|---|---|
| Średni, 50 tys. do 250 tys. | 1 | 2 650 do 7 900 zł | 44 procent |
| Mikro, 10 tys. do 50 tys. | 3 | 850 do 2 300 zł | 39 procent |
| Nano, 1 tys. do 10 tys. | 4 | 250 do 650 zł | 17 procent |
Teraz ta sama kwota w modelu zleconym. Obsługa kampanii to w polskich realiach od 20 do 30 procent budżetu, w zależności od liczby twórców i formatów. Przy 30 000 zł zostaje na twórców 21 000 do 24 000 zł, czyli mniej więcej sześciu zamiast ośmiu i 12 do 18 materiałów zamiast 16 do 24. W zamian nie robisz doboru, nie prowadzisz korespondencji z ośmioma osobami i nie pilnujesz terminów.
To jest cała decyzja, sprowadzona do jednej linijki: czy dwa materiały mniej są warte tego, że ktoś inny spędzi na tej kampanii trzy do pięciu dni roboczych. Jeśli w firmie nie ma nikogo, kto te dni ma, odpowiedź brzmi tak. Jeśli masz junior marketera, który i tak prowadzi social media, odpowiedź zwykle brzmi nie. Więcej o samym liczeniu kosztu dotarcia jest w tekście ile kosztuje współpraca z influencerem.
Kiedy zlecenie kampanii ma sens
Cztery sytuacje, w których model obsługowy wygrywa uczciwie, bez naciągania.
- Kilka rynków naraz. Dobór twórców w Czechach, Rumunii i na Węgrzech wymaga znajomości lokalnych scen, której nie zbudujesz w miesiąc. Tu obecność na ponad stu rynkach jest realną wartością, a nie hasłem ze strony.
- Brak kogokolwiek w strukturze. Jeśli kampanię miałby poprowadzić właściciel firmy między jednym a drugim spotkaniem, materiały wyjdą późno albo nie wyjdą wcale.
- Kampania z ostrym terminem. Premiera produktu za trzy tygodnie i dwadzieścia profili do zakontraktowania to zadanie dla zespołu, który robi to codziennie.
- Marka pod nadzorem prawnym. Farmacja, finanse, alkohol. Tam każdy materiał przechodzi akceptację, a doświadczony pośrednik oszczędza rundy poprawek.
Kiedy wygrywa brief w marketplace
I cztery sytuacje odwrotne, w których zlecanie jest po prostu drogim sposobem na uniknięcie kilku popołudni pracy.
- Jeden rynek, powtarzalne kampanie. Przy trzeciej kampanii z rzędu płacisz drugi raz za dobór tych samych ludzi, których już znasz.
- Budżet do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Procent obsługi liczy się od budżetu, więc przy mniejszej kwocie zjada proporcjonalnie największą część.
- Produkt, który wymaga wyjaśnienia. Brief przechodzący przez dwie osoby po drodze traci detale, a materiał wraca do poprawek. Rozmowa marki bezpośrednio z twórcą jest tu szybsza.
- Chcesz zbudować stałą grupę twórców. Ambasador marki bierze się z relacji, nie z jednorazowego zlecenia. Jak taką współpracę ułożyć, opisuje strona ambasador marki.
Formalności nie są tu argumentem za agencją tak mocnym, jak bywały kilka lat temu. W marketplace, takim jak Influencerzy.pl, płacisz BLIKIEM albo kartą po proformie, środki czekają do akceptacji materiału, a fakturę VAT za współpracę wystawia platforma, więc księgowość dostaje jeden dokument zamiast rachunków od każdego twórcy. Jeśli z twórcą ustalasz coś ponad ofertę, umowę można dziś podpisać elektronicznie w kilka minut. Co musi się w takiej umowie znaleźć, rozpisuje tekst umowa z influencerem.
Czego nie kupujesz, zlecając na zewnątrz
Trzy rzeczy zostają po stronie pośrednika i po zakończeniu umowy nie masz ich w firmie.
Wiedzę o stawkach. Dostajesz cenę całej kampanii, rzadko rozbicie na twórców. Po roku nadal nie wiesz, ile bierze mikroinfluencer w twojej kategorii, więc nie masz jak ocenić, czy kolejna wycena jest rynkowa.
Relacje. Twórca zapamiętuje osobę, z którą pisał. Jeśli była to osoba z agencji, przy zmianie dostawcy zaczynasz od zera, a twórcy, którzy dobrze sprzedawali twój produkt, pracują dla kogoś innego.
Dane o tym, co zadziałało. Raport z kampanii pokazuje wyniki, ale nie pokazuje, kogo odrzucono i dlaczego. A to jest połowa wiedzy, która przyspiesza następną kampanię.
Żadna z tych rzeczy nie jest powodem, żeby nie zlecać kampanii. Są powodem, żeby wiedzieć, za co się płaci, i żeby przy trzeciej kampanii z rzędu policzyć rachunek jeszcze raz. Pełne zestawienie obu dróg stoi na stronie agencja influencerów czy platforma, a mechanikę samej współpracy rozkłada strona współprace.
Pytania, które warto zadać przed podpisem
Ile kosztuje kampania w indaHash? Firma nie publikuje cennika, więc kwotę dostajesz w wycenie po rozmowie. Składają się na nią budżet dla twórców, praca zespołu prowadzącego kampanię i zasięg geograficzny. W polskich realiach zlecone kampanie z twórcami zaczynają się zwykle od kilkudziesięciu tysięcy złotych, bo poniżej tej kwoty koszt obsługi zjada zbyt dużą część budżetu.
Czy indaHash jest dla małych marek? Raczej nie przy pierwszej kampanii i budżecie rzędu kilkunastu tysięcy złotych. Model zbudowany wokół obsługi kampanii przez zespół działa dobrze tam, gdzie marka wchodzi na kilka rynków naraz albo nie ma nikogo, kto poprowadzi współpracę wewnątrz firmy. Przy jednym rynku ta sama kwota kupuje więcej materiałów, gdy dobierasz twórców sam.
Czym różni się indaHash od marketplace'u z ofertami influencerów? indaHash sprzedaje przede wszystkim przeprowadzoną kampanię. Kurowany marketplace, taki jak Influencerzy.pl, pozwala wysłać brief kampanii, a nasz zespół dobiera i weryfikuje influencerów i przekazuje gotową grupę z cenami do akceptacji. W pierwszym modelu płacisz za efekt i obsługę zespołu. W drugim marka nie płaci abonamentu ani marży pośrednika: płaci cenę współpracy plus VAT, BLIKIEM albo kartą po proformie, środki czekają do akceptacji materiału, a prowizję 20 procent płaci influencer. Drugi model zostawia ci też wiedzę o stawkach, bo cenę każdej współpracy w grupie znasz przed akceptacją.
Czy da się negocjować stawki twórców, zlecając kampanię na zewnątrz? Pośrednio. Negocjujesz cenę całej kampanii, a nie stawki poszczególnych twórców, bo ich wyceny zwykle nie widzisz w rozbiciu. To wygodne, ale kosztuje orientację w rynku i utrudnia ocenę kolejnych ofert.
Jak sprawdzić, czy twórcy z propozycji są warci swojej ceny? Patrzysz na trzy rzeczy: skąd są odbiorcy, jak zaangażowanie ma się do zasięgu i czy przyrosty obserwujących wyglądają naturalnie. Dostawca poda ci zasięg, ale demografię odbiorców i historię wzrostu warto sprawdzić niezależnie, zanim zaakceptujesz listę. Pełną listę sygnałów ostrzegawczych zebraliśmy w tekście jak sprawdzić influencera.
Co zrobić, jeśli wycena przekracza budżet? Policz alternatywę, zanim odpuścisz kanał. Ośmiu twórców z planera przy 30 000 zł to konkretny plan na dwa do trzech tygodni. Przenieś go do briefu kampanii, a nasz zespół dobierze influencerów i przekaże ci grupę z cenami i danymi o odbiorcach do akceptacji. Każdy profil sprawdzamy, zanim pokażemy go markom, a listę kategorii znajdziesz na stronie kategorie. Marka nie płaci abonamentu, tylko cenę współpracy plus VAT, zasady opisuje cennik. Jeśli to twoja pierwsza kampania, przejdź po kolei przez plan kampanii z influencerami.